poniedziałek, 28 maja 2012

Chybił, czy trafił?


Skreślił Smuda, skreślałem i ja. Numerki w dużego lotka! Niestety, szczęście było tym razem gdzieś indziej - nic nie trafiłem. Trener kadry głowił się całą sobotę nad tym, którym zawodnikom podziękować za przygotowania i powiedzieć „jedźcie do domu, chłopaki”, a ja zastanawiałem się nad numerami w totka. W końcu puściłem kupon na „chybił – trafił” a dzień później – co mnie specjalnie nie zdziwiło – Smuda postąpił tak samo jak ja!

Trzech skreślonych przez Franciszka Smudę piłkarzy musiało mieć świadomość tego, że nie prezentują oni oczekiwanej formy. O Jodłowcu pisałem – facet naprawdę nie zrobił żadnych postępów w ostatnim czasie, niektórzy nawet uważają, że piłkarz Polonii Warszawa cofa się w rozwoju (piłkarskim). Kucharczyk – to samo. Mocne wejście na początku przygody z Legią Warszawa nie mogło być gwarantem tego, że Michał dostanie powołanie z urzędu. Że on się w tej kadrze w ogóle znalazł trzeba uznać za jeden z 7 cudów świata. Glik z kolei nie zagrał w trzech sparingach ani minuty, więc i nie miał specjalnie okazji do pokazania swoich umiejętności. Chyba, że na siłowni.

Dlaczego uważam, że decyzje Smudy są na „chybił-trafił”? Bo równie dobrze mógłby wykreślić z tej kadry trzech innych piłkarzy, którzy nic ciekawego w sparingach nie pokazywali. Przykład? Proszę bardzo: Matuszczyk (którego Smuda ciągnie za uszy od momentu pierwszego powołania), Brożek, który nie grał i nie strzelał, oraz Kamiński. I trener na pewno by znalazł wytłumaczenie takiej decyzji: „Nie zamykam przed nikim bram do reprezentacji, po prostu na tym etapie są nam potrzebni inni zawodnicy”. Jak widać wytłumaczenie Smudy jest dość uniwersalne, więc nie ma się specjalnie czego czepiać, zresztą nie o to chodzi.

Sporo rozmów przeprowadziłem w weekend ze znajomymi, głównie takimi, którzy na piłce się znają i, co mnie zaskoczyło, widzą problemy kadry zupełnie w innych miejscach, niż dziennikarze opisujący zgrupowania. Całą sobotę wałkowany był temat kontuzji Fabiańskiego i tego, że „Bambi” na Euro nie zagra. A jaka to strata dla tej kadry? Może jestem brutalny, ale czym ten chłopak zasłużył na powołanie? Sandomierski, który Łukasza już zastąpił, grał przynajmniej ostatnie pół roku w Jagiellonii (jak grał to już inna kwestia), a gracz Arsenalu prawie wcale. Patrzę na zespół Hiszpanii i tam co? Trzech bramkarzy grających regularnie w swoich klubach, Mistrz Hiszpanii, Wicemistrz Hiszpanii i Jose Reina z Liverpoolu, klubu z pierwszej ósemki najlepszej ligi świata. Ot, zaskoczenie! Dlaczego więc u nas w zespole ma być inaczej? Dlaczego nie równamy do najlepszych? Dlaczego ktoś dostaje miejsce w kadrze za darmo? Dlaczego, dlaczego, dlaczego…? Inni problem dostrzegany przez znajomych – Rybus, czy może Grosicki. Po tym co pokazali obaj w sparingach ja osobiście wyżej stawiam gracza Tereka Grozny, ale rywalizacja o miejsce na lewym skrzydle będzie na swój sposób interesująca.

Co do Fabiańskiego - przytrafiła się mu przykra kontuzja, nie mam nic do chłopaka, życzę mu powodzenia w dalszej karierze (poza Arsenalem, bo – jak sam Łukasz przyznaje – ma ambicję grać regularnie). Niech więc gra. Niech nie powiela błędów Kuszczaka siedzącego przez większość kariery na ławce i narzekającego, że „trener Smuda mu nie zaufał”. Powodzenia. Ale gdyby nie kontuzja (i gdyby nie dziwna decyzja trenera), to Fabiański byłby pierwszym do skreślenia z szerokiej kadry po to, by własnie mógł go zastąpić ktoś będący w formie i w rytmie meczowym. Choćby Sandomierski.

Wracając jeszcze do numerów dużego lotka – metoda „chybił-trafił” się nie sprawdziła. Oby podziałała w przypadku polskiej kadry. 

piątek, 25 maja 2012

Panika

Panika nie sprzyja niczemu dobremu, co najwyżej nakręcaniu nieistniejących problemów. Dziś z rana dziennikarze dostali informację, że Kuba Wawrzyniak utyka. Nie utyka mocno, ale ma naciągnięty mięsień dwugłowy z obrzękiem - czyli może się paskudzić, no i część dziennikarzy zaczęła podejrzewać, że Kuba na Euro nie zagra. Podwójna zła wiadomość, no bo i nie zagra jedyny z graczy Legii, którzy mają szansę na występy w pierwszej jedenastce, no i zagra Boenisch, który chyba do dziś nie przeprosił się z wagą (mówcie co chcecie, podzielam zdanie tych, którzy uważają, że Sebastian przytył i to znacznie). Sam Wawrzyniak jednak twierdzi, że gdyby jutro miał grać mecz z Grecją, to zagrałby na "blokadzie", czyli po zastrzyku. 

Kwestią sporną w mediach pozostają nazwiska trzech pechowców, którzy po sobotnim meczu ze Słowacją będą musieli pożegnać się z kadrą i wrócić do Polski szybciej niż reszta reprezentantów. W mediach panuje ogólne przekonanie, że w grupie tej znajdą się Kucharczyk i Matuszczyk, co do trzeciego nazwiska zdania są podzielone. Jedni wskazują na Damiena Perquisa, który zapewne nie zdążył jeszcze do końca wyleczyć kontuzji ręki, inni wskazują na obrońców - Tomasza Jodłowca lub Marcina Kamińskiego. Przewija się też nazwisko Rafała Wolskiego, co byłoby decyzją lekko niezrozumiałą, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby taki scenariusz miał miejsce. Wolski nie był przez Smudę próbowany wcześniej, został do tej kadry wepchnięty niejako przez dziennikarzy i kibiców, ale nie zdążył chyba na tyle zdobyć zaufania trenera, by zostać w kadrze. Oczywiście jego szanse na pozostanie w zespole są spore, ale scenariusz z wyjazdem - tak jak pisałem - jest całkiem możliwy. 

Zastanawia mnie tylko jedno - skoro zawodnicy, ta nieszczęśliwa trójka, będzie miała niewielkie szanse na grę w sobotę ze Słowacją, to po co trzymać tych chłopaków w Austrii? Żeby drużyna jeszcze bardziej się stresowała tym, kto odpadnie, a kto nie? Zróbmy to szybko i bezboleśnie, nie znęcajmy się nad tymi chłopakami. 

środa, 23 maja 2012

Lista wniosków i spostrzeżeń po meczu z Łotwą


Obiecałem sobie w pewnym momencie, że nie będę pisał źle na temat kadry, na temat trenera Franciszka Smudy, tuż przed Euro. Nie będzie więc źle, nie będzie czepialstwa, tylko suche fakty. Rezerwy kadry na zgrupowaniu w Austrii rozegrały dwa mecze sparingowe z niezbyt wymagającymi przeciwnikami i aż prosi się o wypisanie w punktach wniosków, które po tych dwóch sparingach nasuwają się same. W zasadzie po tym wczorajszym, który został rozegrany w Klagenfurcie. Był to pierwszy oficjalny mecz towarzyski, a nie spacerek z amatorami, którzy akurat przejeżdżali obok boiska, na którym był trening kadry. Tym razem Polska w sparingu wygrała z Łotwą, w barwach której zagrał Artjoms Rudniews, król strzelców sezonu 2011/2012 T-Mobile Ekstraklasy. Po bramce Sobiech wygraliśmy 1-0. Miały być wnioski, więc proszę, po kolei.

  1. Obawiam się, że obecność Fabiańskiego w bramce zamiast Tytonia może oznaczać, iż Wojtek Szczęsny nie jest jeszcze w pełni sił po sezonie i nie wiadomo czy zagra w pierwszym meczu grupowym. To jednak tylko moje czarnowidztwo, absolutnie bym nie chciał, by się spełniło! Jednak jeśli rzeczywiście uraz bramkarza Arselanu jest na tyle poważny, że trzeba go oszczędzać, to niech w sobotę ze Słowacją gra Tytoń.
  2. Wojtkowiak, Jodłowiec i Boenisch to w tym momencie obrońcy jakby z innej piłkarskiej planety. Pierwsi dwaj nie włączają się do gry ofensywnej, a i w obronie mają problemy z nadążaniem za przeciwnikami. Trzeci co prawda widoczny w ofensywie, ale w obronie już niekoniecznie. Na szczęście istnieje duże prawdopodobieństwo, że Smuda ma na ich temat podobne zdanie i żaden z nich murawy podczas turnieju nie powącha.
  3. W pomocy nie lepiej. Eugen Polanski i Adam Matuszczyk – Ci,których Franz sam namawiał na grę dla Polski – zawiedli wczoraj kompletnie. Szczególnie Polanski sprawiał wrażenie, jakby na zgrupowanie przyszedł z Mainz piechotą. To jest ten niemiecki czołg, który ma dusić ataki przeciwników w zarodku? Wczoraj wyglądał raczej jak 20 letni mały fiat, w dodatku z przekręconym licznikiem. Matuszczyk zagrał nieco ambitniej, ale widać było, że nie wie gdzie dokładnie ma grać i co ma grać. Pchać się do defensywy, gdzie są już Murawski z Polanskim, czy próbować rozgrywać, jak Mierzejewski, którego zmienił w przerwie meczu.
  4. Michał Kucharczyk musi wrócic do domu. Jest bez formy, w dodatku wystawiany na skrzydle traci wszystkie swoje walory, a że ma ich niewiele… Po prostu musi zostać z tej kadry wykreślony.
  5. Paweł Brożek. Jeśli tak wyglądał na treningach Celticu Glasgow, to nie dziwię się, że Szkoci nie skorzystali z opcji wykupienia zawodnika Trabzonsporu. Trzy spalone i jeden strzał to wszystko, na co wczoraj było stać byłego króla strzelców Ekstraklasy.
  6. Artur Sobiech, który wyraził po meczu pogląd, że odpowiada mu rola „jokera”, jaką odgrywa m.in. w klubie. Chłopie, przestań. Im wcześniej przestaniesz, tym lepiej. Strzelenie bramki grającej na stojąco Łotwie nie robi cię „jokerem”, tak samo jak dwie bramki w barwach Hannoveru.
  7. Miałem wrażenie, że zawodnicy są zwyczajnie „zajechani”. Owszem, sam Smuda przyznaje, że pracują ciężko a „siłowni nikomu nie odpuszcza”, ale nie jestem przekonany, czy jest to właściwa droga. Kilogramy można wrzucić zawodnikom, którzy na co dzień mają z nimi zabawę, a nie takim, którzy bazują na szybkości, czy technice (jak Wolski, który mimo paru ciekawych zagrań pokazał, że nie ma siły i chce już usiąść na ławce).
  8. Mam nadzieję, że w punkcie szóstym wyraziłem swoje obawy, które nie będą miały potwierdzenia w rzeczywistości i wszystko skończy się dobrze.
  9. Łotysze traktowali nas strasznie, faulując kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy, podczas gry polscy zawodnicy odwdzięczyli się im tylko kilkoma przewinieniami. Z tej statystyki jednak trudno wyciągnąć jakieś inne wnioski oprócz tego, że nasi zwyczajnie nie mieli ochoty na cokolwiek.

W sobotę kolejna lista wniosków, tym razem dotycząca meczu pierwszego składu ze Słowacją.